LukaBandita.

Status związku: żonaty/zamężna
Chcę grać z: kobiety, mężczyźni
Szukam: rozrywki
Znak zodiaku: Waga
Urodziny: 2018-09-27
Rejestracja: 2009-11-07
Nigdy nie liżę mentalnie wyimaginowanych kłamstw.
Punkty613więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 387

Ziemiórki, czyli moja walka z muszką.

To jest takie coś, owad z pewnością, a szkodnik cholerny roślin doniczkowych.
Wylęga się niecnie i podstępnie, zdradziecko, bo w korzeniach rośliny składa jaja ( nieśmieszne te jej jaja).
Douczyłam się. Z jaj wylęgają się larwy i żrą te małe kulwy korzenie roślin.
Potem rosną im skrzydła i małe mendy wyfruwają na świat ze swej macicy zwanej doniczką, czyli do mieszkania mego, a nie tej paskudy.
Wygląda ten owad, w postaci imago, jak pięć razy przerośnięta muszka owocówka.
Owocówka w wersji Pudzian. Masa jest. Teraz rzeźba ;)

Dlaczego to piszę?
Bo po zwalczaniu szkodnika tylko jedno imago zostało i nie mogę upolować.
Moje psy na nią polują...nic z tego.
Dziś chyba z czterysta razy próbowałam ją zabić.
A ona swawolna, beztroska. A ja klaszczę dłońmi w celu uchwycenia ( dobra, zatłuczenia, rozmaślenia jej) drania, ale ona chyba gra ze mną w swą grę, czyli " Złap mnie, jeśli potrafisz".
Siada figlara na rancie szklanki i już ją mam...Ale nie.
Siada prowokacyjnie na rancie stołu i już myślę, że ją mam.
Delikatnie zachodzę ją od tyłu i myślę, że to już jej koniec...Nie. Ona zawsze wie kiedy odfrunąć.
Cenię inteligencję i chyba nie będę mogła jej zatłuc, bo chyba się z nią zaprzyjaźniłam. Z ostatnią ziemiórką w moim domu.
Wiem ,że głupie, ale prawdziwe.