billysmith89  
Status związku: wolny(a)
Interesują mnie: kobiety
Szukam: przyjaźni
Rejestracja: 2011-07-03
""Nie wiedział wtedy, że utrata zmysłów bywa czasami najwłaściwszą reakcją na rzeczywistość".Philip K. Dick – Valisszaleństwo,
Punkty87Więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 113
Ostatnia gra

Notka techniczna. 2017-05-22

Biorę tydzień wolnego.Także do niedzieli.
Komentarze: 1  |  Odsłony: 185

Nigdzie nie pasuję. 2017-05-18

19 maja 2017

Tym razem jestem sam n pustyni. Nie ma Philipa. Nie ma Sammiego. Tylko ja i leżak i wchodzące słońce.

Nie wiem czy podołam temu wszystkiemu – myślę. Nie wiem czy uda mi się to wszystko okiełznać. Dlaczego to wszystko jest zawsze przeciwko mnie? Nawet mój własny wytwór wyobraźni. Czemu? Dlaczego? Jaki ma to sens? Czemu ten wewnętrzny głos przybliża mnie znów do życia bez używek? Wypijam jedną pięćdziesiątkę wódki. Moja kraina jest pusta. Bez królowej, bez przyjaciół. Sammy jest o krok o wykończenia się przy braniu. Philip nie jest tym czym w teorii miał być. Czemu te ampułki dziś nie smakują mi jak wcześniej? Sammy umrze i to wkrótce. Zostanę sam, bo każda kobieta, z którą się zetknę zostawi mnie dla człowieka z upranymi rzeczami, a nie starą koszulą flanelową i dresowymi spodniami. Życie przeżuło mnie już. Teraz czekam, aż jak mnie wypluje. Obawiam się tego. Obawiam się wielu rzeczy. Starości, której nie dożyję. Dzieci, których nie będę miał, bo albo zostawią mnie w domu starców, albo w domu bez klamek – bo w tamtą stronę centralnie zmierzam. Śmierć uśmiecha się do nas wszystkich – jak było w „Gladiatorze”. Nuta przygnębienia. Nuta zmartwienia. Nuta przemijania świata. Te wszystkie są w mojej głowie. Nie potrafię się bez nich obejść. Moje instrumenty badania świata gdzieś przepadły. Nie potrafię już się cieszyć. Nie potrafię już się bać. Normalny człowiek powiedziałby sobie, że to go zabija (prochy), i powinien przestać, a ja cały czas pcham ten głaz pod górę.

- Mam nadzieję, że to wszystko minie – połykam następną dawkę alkoholu, rozkoszując się smakiem i widokiem. Wypiłbym wszystkie alkohole świata, za uczucie stabilności i zrozumienia. Może wstąpię do sekty? Nie. Nie, pasowałbym. Zupełnie, jak do życia. – Cholera. Nigdzie nie pasuję.

Komentarze: 2  |  Odsłony: 192

Chwila relaxu. 2017-05-18

18 maja 2017

Budzę się rano. Patrzę za okno, słonko jeszcze nie daje rady, ale widać je już z daleka. Zapalam L&M-a. W kuchni zjadam resztki z golonki, którą przyniosła mi mama na urodziny. Nawet nie wiem ile lat skończyłem. Mówiła, że psiak się przystosował i już nie wyje tak jak wcześniej. A tak. Miałem kiedyś psa, ale z tego wszystkiego zapomniałem o nim. Matka wzięła go do siebie. Smutno mi. Niebo nie jest już tak niebieskie jak dawniej. A może przestałem je tak widzieć?

Idę na balkon. Patrzę na moje uschnięte w donicach kwiaty. – Kiedyś miałem siłę, aby je podlewać. – Nie jest mi wesoło. Nie chce mi się śpiewać. Nie chce mi się kompletnie nic. Jest wiele rzeczy na nie chcę. Ciekawe, co by było gdybym był rolnikiem. Śmierć głodowa. Śmierć od nielegalnych alkoholi. Raduje się serce i dusza. Nie wiem czemu, ale tak.

Rzucam doniczką w dół z balkonu. Roztrzaskuje się na dole. – Grawitacja w porządku – mówię. Cieszę się, że nikomu nic się nie stało. Wracam z kurzymi jajami na balkon i testuję szyby samochodów zaparkowanych przed blokiem. Bombardowanie uważam za udane, gdyż trafiłem dziesięć na dwanaście. Ktoś się wkurwił. Ktoś pokazał mi środkowy palec. Ktoś robił mi zdjęcia. Ktoś miał to całkowicie w poważaniu.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 51

Jedyny środek transportu. 2017-05-18

17 maja 2017

Budzę się widząc coś kolorowego. Przede mną jest kolorowy paw – i nie mam tu na myśli ptaka. Pani, która akurat przechodziła rzuciła mi gniewne spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Czuję się jak w potrzasku. Nie potrafię się ruszyć, żeby mnie nie mdliło. Wszystko mnie boli, i mam nieodparte wrażenie, że to nie ostatni paw. Powoli wstaję i przesiadam się na inne miejsce. Idę do innego wagonu. Pociąg stuka i puka, a ja myślę, że z tego mogę nie wyjść. Któregoś dnia mawiał Philip nie zdążysz uciec od swojej choroby i będzie szach mat. Obudzisz się z czymś co cię zabije. Ostatnio dużo mówi takich rzeczy. Mam wrażenie, że chyba się go pozbędę z mojej Nibylandii. Zapalam L&M-a. Jest lepiej. Organizm miał długą przerwę, ale teraz jest już dobrze. Uspokajam się w myślach.

Ktoś łapie mnie za ramię. To Sammy. Wygląda tak jak ja. Jak wymięta studolarówka.  – Się ma. Ci studenci medycyny potrafią się bawić, no nie?

- Nic nie pamiętam – mówię. – To chyba przez prochy – łapię się za głowę, jakby ból miał minąć, kiedy dotknę skroni. – Powiedz mi dlaczego jesteśmy w pociągu?

- Nic nie pamiętasz? – Sammy uśmiechnął się szelmowsko. – Stary, założyłeś się, że wypijesz dwanaście piw w pięć minut.

- I…?

- Nie wiem jakim cudem wypiłeś, ale wypiłeś. Poczęstuj mnie witaminami – ma na myśli papierosa. Daję mu otwartą paczkę. Podwinięty rękaw skrywa jeszcze jedną tajemnicę. Podciągam go wyżej. Widzę tatuaż – konkretnie chińskiego smoka, który oplata mi spory kawałek ręki.

- Kurwa.

- Dobrze, to ująłeś. Ale panna jakąś wyrwałeś była tak, zadowolona, że zrobiła sobie taki sam, razem z tobą.

- Jaka panna?

- A z resztą pobiłeś rektora uczelni, w której się uczy, bo też do niej startował. Na dodatek na imprezę przyjechała policja, bo robiłeś nielegalne wyścigi samochodowe.

- Jezu.

- Z tym ostatnim to, żartuję, ale reszta się zgadza. Rektor szuka cię po całej szkole, więc zapakowali cię w środek transportu jedyny, jaki uznali za bezpieczny, i oto jesteśmy.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 34

Spotkanie. 2017-05-13

12 maja 2017

- Przez twoje grzyby mam trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów.

- I tak nie miałeś prawa jazdy, więc nie nudź.

- Cześć chłopaki – mówi jakaś farbowana blondyna, w bikini. Jej kształty są oszałamiające.

- Cześć Sandra. – Sammy macha dłonią na powitanie. Sammy urządził małą imprezkę, żeby skończyć z nałogami. Wiele osób przyszło, żeby to zobaczyć na własne oczy. Jak na razie łyka tabletki jak ktoś uzależniony. Zabawne, że tak myślę, ale Sammy strasznie się denerwuje.

Idę na razie do stolika z alkoholem. Piję drinka z pepsi. Sammy namówił jakąś pannę z domem i basenem, żeby zrobić tu imprezkę. Jest niesamowity jak chce. Łykam dziś dwie pierwsze zielone i popijam wódką. Mam nadzieję, że będę się bawił dobrze. Muzyka gra, ludzie albo piją albo tańczą. Jest jakieś trzydzieści osób. Na razie nikt nie puścił żadnego pawia do basenu, ani gdziekolwiek. Jest południe, a ja wstałem godzinę temu. Palę sobie L&M-a i sterczę w gajerze, który kupił mi ojciec na miarę. Mówił, że strój to podstawa. Jest słonecznie tylko czasem powieje jakiś silniejszy wiatr.

- Część Crow – odwracam się do znajomego głosu. Widzę Patti. Jest w swetrze i dżinsach. – Cześć – mówię nieśmiało. Trochę nie wiem, jak się zachować. Byliśmy razem dawniej, ale odeszła.  – Wyglądasz super – dodaję uśmiechając. – Dzięki. Słyszałam, że twoja luba cię opuściła. Czy to prawda?

- Wiesz jak jest. Wyjechała zagranicę, ale się trzymam.

- Chciałabym ci kogoś przedstawić – podchodzi do nas wysoki mężczyzna o wielkich barach, wyższy ode mnie o głowę. – To jest Robert. Mój chłopak. – Na ten tekst nie wiem, czy się cieszyć czy nie. Jestem ciekaw czy mnie nie pobije, czy tylko się przywita. Jednak mężczyzna wybiera do drugie. – Miło słyszeć, Patti. Dobrze, że kogoś masz. – Dziewczyna obejmuje swojego lubego i mówi, że chciała zaprosić mnie na ich ślub. Mówię, że przyjdę i cieszę się ich szczęściem – w końcu przestanie mnie szantażować i ułoży sobie życie z innym.

Komentarze: 2  |  Odsłony: 185

Wypad do lasu. 2017-05-10

9 maja 2017

Jedziemy z Sammym jego bryką, starym seatem z 1993 roku. Jest ciepło i słonecznie. Bryka się nie psuje i to mi pasuje. – Jak tam nawigator? – Sammy pokazuje środkowy palec i się uśmiecha.

         - Jest gównianie. Dawno nie byłem w aucie, chyba, że policyjnym gracie.

         - Mówiłem, że podróż się opłaci.

         - Właściwie dokąd jedziemy?

         - Na spotkanie wielkiej przygodzie.

         - A ile mamy paliwa?

         - Na trzysta kilometrów.

         - Znam nowe rodzaje grzybków, które dają kopa i rosną o tej porze roku. – Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia. Akurat przejeżdżamy obok lasu. – Więc do dzieła – mówię. Zatrzymuję się na parkingu, który oczywiście jest zaśmiecony. Wyciągam z bagażnika dwa piwa i jedno podaję Sammiemu. – Crow czytasz w moich myślach.

         - Zdarza się. – I Sammy tłumaczy co za grzyby mamy znaleźć. Tu nie mogę opisać, bo tajemnica zawodowa. Zapalam L&M-a. Łykam dwie pastylki. Wypijam duszkiem piwo. Może nie w tej kolejności, ale jakoś tak. Sammy mówi, że te co znalazł można na surowo, więc jemy. I po chwili biegniemy drąc się w niebogłosy. Zupełnie jakby goniło nas stado nosorożców, czy dzikich pawianów, czy nawet dzikich os. Biegnę, a czuję, że mnie gonią, więc przyspieszam. Prędkość jest coraz większa. Oglądam się za Sammym. Od też nie odstaje – więc się drzemy. Przed nami jakieś bajoro. Wpadam w nie, aż po kolana. Sammy skacze na główkę ryjąc po dnie. Ja usiłuję sobie przypomnieć, czy zamknąłem brykę. Nie ważne biegniemy dalej, mijając drzewa.

            Wsiadamy do bryki totalnie nieprzygotowani do prowadzenia w tym stanie. Odpalam brykę i ruszamy z piskiem opon. Zakręt w lewo – trochę jednak mdli po ampułkach. Sammy otwiera piwo i częstuje mnie. Pijąc nie patrzę na drogę. – Zdrowie – mówię. Sammy coś rzęzi. – Czy to jest teren niezabudowany?

– A jaka jest różnica?

– Chyba w zabudowanym można sto pięćdziesiąt na godzinę.

- A ta bryka się nie rozleci?

– Zaraz zobaczymy. – I jedziemy już setkę mijając taki żółty trójkąt.

– Co znaczy ten znak? – pytam Sammiego. – Chyba, że zaczyna się autostrada.

– Nie, że inne niebezpieczeństwa.

– Taa. – I mkniemy, jadąc jakieś dziewięćdziesiąt na godzinę. – Coś błysnęło z takiego słupka.

- To bon powitalny dla setnego mieszkańca, który odwiedził to miasto. – Sammy podziwia gęsty las.

– Sammy podaj drugie piwo, bo wyschło w gardle.

- Ok. – Kumpel otwiera mi drugie i podaje. Mijamy znak, że miejscowość a napisy na białym tle. – A że co? Lotnisko, chyba.

- Żeby w takiej puszczy robić lotnisko. No, nie wiem. – Mijamy jakieś domy. – Zabudowany – ogłasza Sammy.

- Tak pamiętam. Sto dwadzieścia.

- Właściwie dokąd jedziemy? – oboje milczymy. Nagle słychać na zewnątrz: – Proszę zatrzymać pojazd na poboczu. – Pokornie zjeżdżamy na parking w lesie. Policjant za nami wysiada z radiowozu.

Komentarze: 6  |  Odsłony: 286

Tylko dokąd... 2017-05-07

7 maja 2017

           Siedzę przy stoliku na pustyni – prawie sam – bo Sammy się nie pokazał. Słońce mocno świeci, ja i Philip obaj milczymy.

         - Co powiesz? – patrzę na Phila, pytająco. – No jak minął dzień?

         - Jeszcze nie minął.

         - Nie chodzi mi o dosłowność.

         - Odkąd tu zacząłem przychodzić i odkąd się pojawiłeś, biorę dwa razy więcej i częściej.- Gaszę papierosa w popielniczce.

         - Zwal wszystko na mnie. To nie w twoim stylu Crow.

         - A co jest w moim stylu Phil? Nie. Czekaj! Nie odpowiadaj.

         - Nie wkurwiaj się o to, że nie ma Sammiego.

         - Nie o to chodzi. Moje życie to pasmo problemów, a ja coraz mniej nad nim panuję.

         - A kto panuje nad swoim życiem?

         - Racja. – Znów chwila milczenia. – Powinienem był jej nie wypuszczać. Nie pozwolić wyjechać.

         - To nie dlatego wyjechała.

         - Nie…

         - Wyjechała, bo pogrążasz się w nałogach, a przez to przestajesz być normalnie funkcjonującym człowiekiem.

         - Co mogę z tym zrobić?

         - Nie ma na to lekarstwa.

         - Więc stoję pod ścianą i nie da się uciec?

         - Uciekasz cały czas w prochy. Sęk w tym, że życie cię dogoni, a ty nie masz już tchu, żeby biec, i o to się wkurwiasz. Twój plan przestał działać.

         - Chyba tak… -  idę na leżak, żeby podziwiać pustynię i jej piękno. Zapalam L&M-a, zakładam okulary przeciwsłoneczne. Kolory na horyzoncie są piękne. Wiatr tańczy robiąc małe trąby powietrzne z piasku. Gdzie okiem sięgnąć nie widać niczego. Może tak skończę? Sam, pośrodku niczego. Na pustyni przecież nie ma zbyt wielu rzeczy. To specyficzne miejsce. Nie da się uciec już bardziej. Nie poddam się. Będę biegł dopóki starczy mi sił. Tylko dokąd dobiegnę?

Komentarze: 3  |  Odsłony: 197

Chwila spokoju. 2017-05-05

         4 maja 2017

         - Zawsze możemy być przyjaciółmi – Iwona szturcha mnie łokciem.

         - Dlaczego mi tak mówisz?

         - Tylko się z tobą droczę. Wybacz – i całuję ją w czoło. Leżymy oboje półnadzy, w łóżku.

         - Jaka była ta twoja eks?

         - Wspaniała – uśmiecham się szelmowsko. Na jej twarzy pojawia się spory grymas.

         - Ale nie, poważnie?

         - Kochała mnie takiego jakim byłem, a wad mam co nie miara, więc młoda panno, czeka cię trudne zadanie.

         - Sammy mówi, że urządzacie często dzikie imprezy. Powiedz mi co to znaczy?

         - Tylko tyle, że Sammy strasznie koloryzuje. – Iwona rzuca mi spojrzenie „przestań mnie traktować jak dziecko”.

         - Sammy był strasznie przybity. Nie wiesz czemu? – Czemu? – myślę sobie. Pewnie skończyły mu się ampułki, albo jego kobieta zabroniła mu czegoś, od czego jest uzależniony.

         - Jak ci idzie na studiach? – zmieniam temat.

         - Dzięki, że pytasz – kładzie głowę na mi na torsie. – Jestem już na trzecim już roku, i na razie nie miałam żadnej poprawki. Studiuję medycynę.

         - Możesz załatwiać różne leki?

         - Wiem, że się nie przyznasz, ale jesteś uzależniony od substancji psychoaktywnych.

         - Skąd ten pomysł?

         - Sammy powiedział, że idzie na odwyk i, że chciałby ciebie też tam widzieć.

         - A co ty na to?

         - Nie jestem głupia. Wiem, że jesteś w stadium i fajnie jest, zanim nie pojawią się głębsze psychozy i inne dolegliwości.

         - I nadal mnie chcesz?

         - Sammy dał mi numer do twojej byłej. Wiem, że miałeś próbę samobójczą. – O cholera! – myślę sobie. Ta mała przeskanowała mnie od a do z. Wie o mnie tyle rzeczy, a ją okłamywałem.

         - Przepraszam. Ciężko mi być tym kim jestem. – obejmują ją mocniej.

         - Wiesz na pierwszym roku spotykałam się ze starszym kolegą i on mnie też okłamywał.

         - I co wyprułaś mu flaki?

         - Nie. Szanuję ludzi takich jakimi są. A ty jesteś dobrym człowiekiem.

         - Może i dobrym, ale z nałogami.

         - Tacy też zasługują na szczęście.

         - Dobrze powiedziane.

Komentarze: 2  |  Odsłony: 201

To albo ... 2017-04-30

  CDN

Po dwóch minutach forsownego marszu. – O co chcesz mnie zapytać Crow?

         - Co z nami będzie? Jaki cel ma takie istnienie? – zapalam L&M-a.

         - Wiem, że przyszłość nie jest z góry zapisana.

         - Czyli?

         - Crow, ja jestem tylko waszym wspólnym wyobrażeniem o ćpaniu. Ty dołożyłeś do mojego CV, że jestem pisarzem, a Sammy, że alkoholikiem. I tyle. Nie mam żadnych cudownych ampułek, które odwrócą to, co obaj uczyniliście ze swoim życiem. Tu możecie wyobrażać sobie, co chcecie. Na zewnątrz jesteś żałosnym ćpunem, który jeszcze się trzyma. Jeszcze masz w sobie trochę ognia. Jeszcze jesteś na etapie jest wesoło, ale Sammy jest już na dnie. W końcu zostanie sam i utopi się w tych prochach.

         - Więc czeka mnie to samo, co jego?

         - Wiesz, co Crow jesteś głupszy niż on. – Wskazuje mnie palcem i mówi: - Nie masz na co czekać. Albo wyciągniesz was obu z tego albo skończy się to dwoma pogrzebami.

         - Co robić? – spuszczam głowę w dół. – A Elizabeth i wszyscy? Nie zobaczę ich już więcej, prawda?

         - Życie jakie masz przed sobą na razie trzyma cię na powierzchni, ale jak zaczniesz tonąć, już nikt nie poda ci ręki. Nawet brzytwy. Rozumiesz?

         - A Sammy?

         - Sammy się stacza, ale wybór ma wciąż taki jak ty.

         - Co będzie z tym miejscem?

         - To tylko wasza wyobraźnia i tyle. Kiedy przestaniesz brać, przestanę ci być potrzebny. – Położył dłoń na moim ramieniu. – Zrób znów pierwszy krok. Znów bądź przykładnym człowiekiem. Sammy może pójdzie za tobą. Nie wiem. Musisz mieć jakiś cel. Znów zacznij żyć. Musisz narodzić się na nowo. To albo trumna. Na dłuższą metę nie ma innej drogi.

         - Dzięki za wyjaśnienie.

         - Nie ma za co.

Komentarze: 5  |  Odsłony: 322

Kraina szczęścia. 2017-04-27

26 kwietnia 2017

Oglądam telewizor. Lecą wiadomości. Sammy pyta, gdzie mam cukier. Łykam dwie zielone, tak, żeby humor powrócił. Wcale nie czuję się dobrze. – Szafce nad lodówką.

         - Stary, ale tu masz porządek. Ale, ale! Jak też musiałem posprzątać, bo moja obecna namierzyła mnie zaraz po imprezie. Mówię ci, babka ma wymagania. To posprzątaj, tamto posprzątaj, i tak o odpowiedzialności. – Idzie i niesie dwie herbaty. – Dawno nie piłem tego – kładzie oba kubki na stoliku. – Ale, ale. Opowiedz o swojej nowej dziewoi.

         - Na razie tylko… no… jesteśmy razem.

         - Nie zgadniesz, kto do mnie wczoraj zadzwonił?

         - Elizabeth?

         - Tak. Mówiła, żebym się tobą opiekował. Stary nic jej nie powiedziałem, że masz już następczynię, ale ona się dopytywała, tak, że ledwo nie pękłem.

         - To nic poważnego. – Patrzę tępo w telewizor. – Co mówiła jeszcze?

         - Kazała mi przysiąc, że nie powiem, nic o telefonie.

         - A ty jak zwykle sprzedałeś, ją za dwie pastylki. – Sammy śmieje się.

         - Przecież mnie znasz.

         - No właśnie – mruczę. – Znam cię.

         - Gdzie ją poznałeś? – Sammy przenosi punkt ciężkości rozmowy na moją nową.

         - Na przystanku.

         - Wie, że ty,… my… jesteśmy, no uzależnieni?

         - Podejrzewa.

         - Jedną kobietę swojego życia prawie straciłeś. Poza tym ja nie będę mógł cię tak odwiedzać, jak wcześniej. No wiesz, przybędzie mi obowiązków.

         - Nie boisz się? – częstuję go papierosem.

         - Jestem przerażony, ale może wreszcie rzucę to wszystko.

         - Nie, stary. To nie takie proste. Nie wielu z nas odejdzie od tego nałogu dobrowolnie. Poza tym, to zabija. – Sammy w milczeniu patrzy gdzieś, za okno.

         - Nie mamy szans w starciu z tym gównem.

         - Nie mamy.

- A teoretyczne szanse?

- Jak wygrane w totka.

- Czyli przejebane do kwadratu?

         - Mhmm.

         - To, co odpalmy krainę szczęścia czy jeszcze po fajce i piwku?

         - Odpalamy. – Sammy wysypuje swoje tabletki. Ja swoje. Sammy zajmuje krzesło przy stoliku, ja na kanapie. Telewizor sobie nadaje. Z resztą za chwilę to przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Zażywam swoje ampułki i czekam cierpliwie na reakcję. Sammy robi to samo.

         Znów jesteśmy na pustyni na leżakach, a na stoliku leży sporo żarcia i picia.  Sammy pali, ja zza okularów podziwiam horyzont. Philip, siedzi przy studni pod palmą.  – Cześć chłopaki! – macha dłonią na powitanie.

         - Się ma Philip.

         - Cześć.

         - Jak tam rzeczywistość? – pyta brodata postać.

         - Kiepsko – zaczynam – obliczaliśmy z Sammym szanse na wyrwanie się z nałogu i tym sposobem dotarliśmy tutaj.

         - A ty wielkoludzie? Jaka jest twoja historia? – Sammy gasi papierosa.

         - Jestem niereformowalny. I to by było na tyle. Nie mogę poradzić sobie z narzeczoną, i że będę ojcem. Co ty na to doktorku?

         - W waszej krainie jesteście bezpieczni, ale na zewnątrz czeka was wiele niebezpieczeństw. Poza tym nadchodzi czas wyboru. Ty Filippo byłeś już na odwyku i nie wierzysz, że uda ci się ten stan utrzymać na długo. Z resztą próba samobójcza i naużywanie papierosów i alkoholu, też da o sobie znać, jak przyjdzie czas. Nic nie ginie w przyrodzie.

         - Ode mnie się odwal – mówi Sammy pokazując środkowy palec.

         - Zorganizuj więcej imprez Sammy, to zostaniesz sam. Bez dziecka, bez kobiety, którą kochasz.

         - Nie, zaczekaj.

         - Daj mu spokój. Niech dokończy – mówię.

         - A ty jesteś nieprawdziwy – Sammy wstaje. – Zaraz ci przyleję. – Podciąga rękawy. – Wybiję ci wszystkie zęby ty stary mamucie.

         - Jestem tylko waszym wyobrażeniem, matołku – Sammy zamachnął się mocno, ale jego cios przeszedł przez postać starca nie robiąc mu żadnej krzywdy. Wstaję powstrzymuję Sammiego, który ma już dość – jest zdyszany. To dla niego zbyt duży wysiłek.

         - Jesteś tu osłabiony, Sammy, Sammy! Nie pokonasz go, bo jest nieprawdziwy. – Odprowadzam go na leżak.

         - Daj mu spokój Philip. Jest słabszy niż zwykle.

         - Wiem i przepraszam cię Crow. Ciebie też Sammy. Ale taka jest prawda.

         - Mogę cię prosić na sekundę?

               CDN.

Komentarze: 28  |  Odsłony: 366

Strony: 5

1