billysmith89  
Status związku: wolny(a)
Interesują mnie: kobiety
Szukam: przyjaźni
Rejestracja: 2011-07-03
""Nie wiedział wtedy, że utrata zmysłów bywa czasami najwłaściwszą reakcją na rzeczywistość".Philip K. Dick – Valisszaleństwo,
Punkty87Więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 113
Ostatnia gra

Balkon. 2017-06-12

Budzę się w nocy. Jest czwarta nad ranem. Iwona już poszła. Boli mnie głowa. Nie mogę sobie znaleźć miejsca w tym mieszkaniu. Brakuje mi Axela, mojego psa. Mama dawno nie dzwoniła, co słychać i takie tam. A może dzwoniła, a ja zwyczajnie nie pamiętam. Tak mogło być. To się mogło wydarzyć. Biorę fajki i zapalniczkę ze sobą w podróż na balkon, i mam nadzieję, że dziś moje samobójcze myśli odeszły gdzieś w dal, hen daleko. Po drodze zabieram jeszcze popielniczkę. Jestem nałogowcem, ale nie chamem. No, może chwilami. Iwona spieszyła się do mnie. Chciała się ze mną zobaczyć, bo miała jakieś kolokwium, z którego boi się, że dostanie złą ocenę. Ja kiedyś też chodziłem na studia. Nawet je ukończyłem, ale to nie ma teraz znaczenia. Na nagrobku napiszą mi, że jestem ćpunem z wyższym. Nie bawi mnie to. Myślę, że ona istota delikatna tak się cieszyła, kiedy mnie zobaczyła. Spojrzałem na nią dwojako. Z boku, że jest wspaniała, i tak się cieszy na mój widok. Nie potrafiłem się nie zarazić tym jej entuzjazmem. A może to coś innego? Mam nadzieję, że jej nie skrzywdzę. Jest taka rozpromieniona. Drugie spojrzenie mimo, iż sąsiedzi ją przestrzegali, to wybrała bycie ze mną. Nie przeszkadza jej na razie to, co ja reprezentuje. Jak można chcieć być ze mną? Zapalam L&M-a. Dym tytoniowy wypełnia powietrze. Tutaj na balkonie wiem, że na razie mam czyste konto u niej. Teraz mnie dziewczyna lubi, ale potem, może przestać. Na razie odsunąłem te złe myśli i delektowałem się bezchmurnym niebem. Patrzyłem jak miasto śpi i powiem, że to dobry widok. Poczułem się bezpiecznie. Owszem są problemy, ale kto ich nie ma.  Te iskierki w jej oczach. Zupełnie jak dziecko, które dostało swój wymarzony prezent pod choinkę. Żebym tylko, tego nie spieprzył.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 36

Sen i ... 2017-06-10

10 czerwca 2017

Budzę się z koszmaru cały spocony. Śniło mi się, że skończyłem swój żywot w domu wariatów. Dzieci, odwiedzały mnie, moje własne dzieci i nabijały się z mojego stanu. Że jestem związany, bezbronny i już nikomu nie potrzebny, i że powinienem się cieszyć, że to nie cela śmierci. Okropny sen.

Wstaję więc z łóżka i widzę, na zegarku z Myszką Miki, że jest trzecia w nocy z minutami. Zapalam lampkę. Światło razi mnie. Szafce pod spodem mam wódkę i kieliszek. Wypijam pięćdziesiątkę. Szybko. Tak, żeby uciec od snu i tych wrednych myśli. Przecież ja nie mam dzieci. Czy rzeczywiście tak by mnie potraktowały gdybym żył z nimi? Stary nikomu nie potrzebny – jakbym się wtedy czuł z moim nałogiem? Moje demony atakują mnie nawet we śnie. Przecież sen powinien być odskocznią od rzeczywistości, prawda? Starość. Tak właśnie się czuję. Mam dwadzieścia kilka lat, a moje życie jest oparte na słabościach. Zapalam papierosa – wiadomo jakiej marki. Co będzie jak wpadnę w sidła samotności? Co się stanie? Jak uciec przeznaczeniu? Przez chwilę chciałem zadzwonić do… zapomniałem jej imienia. Jezu. Zupełnie w sztuce „Żółty szalik”, z Gajosem. Zapomniałem jej imienia, a tylko ona może mnie wyciągnąć z tego bagna. Za długo tu już tkwię. Za długo. Moja nadzieja oddala się wraz z kolejnym kieliszkiem wódki. Każda ampułka jaką biorę oddala mnie od normalnego życia. Czy ja jestem już na dnie tego okropieństwa? Może. Może nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Iwona. Już pamiętam jej imię. Ta wspaniała istota niesie mi odkupienie i zbawienie. Może, ale teraz jestem pewny, że odskoczę na tyle nałogom, że już nigdy mnie nie dogonią. Ta kobieta jest istotą doskonałą, ale trzeba to samemu wiedzieć, inaczej staje się nikim.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 24

Oby... 2017-06-06

3 czerwca 2017

Siedzę w parku i karmię gołębie chlebem. Zieloną trawę koszą robotnicy  – praca wre. Ptaki wydziobują frykasy z ze skoszonego miejsca. Dzieci z pobliskiej szkoły bawią się na różne sposoby na placu zabaw. Jest ruch, jest zabawa.

Zastanawia mnie czy istnieje jakieś inteligentne życie poza naszym światem. Czy gdzieś na odległych rubieżach kosmosu nie czai się jakaś krwiożercza rasa, która gotuje się do podboju wszechświata. Mieliśmy na pewno gości na tym kawałku skały. To cytat „Z archiwum X”. Nie siedzę w mojej krainie teraz, ale w rzeczywistym parku, i tak sobie dumam. Indianie przepadli z kretesem. Stali się częścią Starego Świata, bo nie potrafili oprzeć się najeźdźcom. Kontynent został złupiony i podporządkowany innym państwom europejskim. Z resztą jak by nie patrzeć, ten, kto nie potrafi opuścić swojego układu słonecznego, nie podbije innych światów. Co by było gdyby? Gdyby agresorzy mieli lepszą technologię? Podobno powinni mieć jakieś słabe punkty. Powinni. Łatwo się żyje gdy się jest na szczycie łańcucha pokarmowego. Zapalam L&M-a. Żyjemy bardzo beztrosko. Planeta się przeludnia, zasoby wietrzeją, zanieczyszczenie środowiska, globalne ocieplenie, wyścig zbrojeń – wciąż konsumujemy. Więcej niż wytwarzamy. Jak powiedział agent Smith z „Matrix’a”, jesteśmy rakiem toczącym tę planetę. Czy jakoś tak. Patrzymy nie w tę stroną w którą powinniśmy. Albo unicestwimy się sami albo ktoś nam pomoże – kiepski wniosek na początek tygodnia. Skąd ten pesymizm u mnie? Nie wiem. Czy nie wykończą nas maszyny? Wojna? Zaraza? Kosmici? Kiepsko wychodzi mi bycie agentem Mulderem więc przestaję tak rozumować. Zakładam, że będzie dobrze. Naiwnie, ale stabilnie dla reszty. Oby.   

Komentarze: 0  |  Odsłony: 28

Co dalej? 2 2017-06-02

- Sammy?

- Taa?

- Jest nadzieja na inne życie? – pytam przyjaciela. Obaj siedzimy naprzeciw siebie pijąc wódkę na pustyni.

- Za dużo spędzasz czasu z tym pisarzem.

- Czemu?

- Wyobraź sobie, że jest nadzieja na inne życie, tak samo, jak są rośliny, które szybko zakwitają i więdną. Takie stworzył je Pan Bóg. Szast-prast i nie ma – macha dłońmi. Ściągam okulary przeciwsłoneczne, żeby lepiej mu spojrzeć w oczy. – Jeden, nawet nie jeden, pół sezonu i umierają. To my brachu.

- Mamy żyć długo, a nie niszczyć organizm tymi bombami chemicznymi.

- Nie broń się przed przeznaczeniem.

- Przeznaczenie nie zabija.

- Przestań! – wypija duszkiem wódkę z kieliszka i sięga po ogórka z talerza. – Mamy żyć krótko, ale intensywnie. Nie słuchaj tego, dupka Philipa. On nie jest jednym z nas.

- Chce żyć długo – patrzę na niego. Jest lekko zdenerwowany, ale panuję nad swoim umysłem. Zawsze go podziwiałem. Mógł brać więcej niż ja, i zawsze zachowywał się właściwie.

- Jeśli tak – pauza – to musisz odstawić to wszystko człowieku. Zapomnieć o tych wszystkich doznaniach. Jezu, przecież to w ogóle cud, że my obaj żyjemy. Przecież wiesz, co wyprawiamy na imprezach. Jak chcesz wiedzieć, jak to odstawić, to nie pytaj mnie, bo nie mam burego pojęcia.

- Musi być jakiś sposób.

- Nie rozumiem, o co ci chodzi? Jak odstawisz, to te wszystkie problemy, z którymi się borykasz, oblezą cię, jak mrówki pijaka. Szok organizmu może cię nawet zabić. Aha! Jeszcze jedno! Jak odstawisz, to zaczniesz chlać, ale tak naprawdę. Nie tak, jak teraz.

Milczałem, ale Sammy mnie nie przekonał. Okopał się na pozycji, że tak ma być. Ja próbowałem dociec do prawdy, ale robiłem podstawowy błąd – sam byłem uzależniony, więc nie mogłem zobaczyć, czy robię dobrze czy źle.

Komentarze: 1  |  Odsłony: 220

Pustynia lekarstwem. 2017-05-28

27 maja 2017

Trzeci dzień na pustyni mija mi całkiem pod znakiem piwa i papierosów.

Patrzę za horyzont i widzę, że staczam się coraz bardziej. A może przesadzam? Może mam tu do zrobienia coś, czego jeszcze nie odkryłem. Może pomóc mam jakiejś kobiecie w odnalezieniu swojej ścieżki szczęścia? Nie wiem. Może mam misję? Może mam coś przekazać światu. W sumie Sammy na swoje nienarodzone dziecko. Ja nigdy tak nie myślałem o tym wszystkim w ten sposób. Może jakaś rewolucja czy wojna, na której się odznaczę? Lot w kosmos? Zawsze chciałem zostać kosmonautą. Może powinienem być pilotem samolotów pasażerskich, czy podpitym bosmanem na kutrze rybackim gdzieś koło Alaski. Moje nałogi zamykają tak wiele dróg. Ale, rozumiałbym innych ludzi w nałogach. Cześć. Nazywam się Filip Crow i jestem byłym narkomanem. Wiem, co czujecie, bo przechodziłem przez to przez tak wiele dni. Razem damy radę. Po to, tu jesteśmy. – Moja misja – mówię głośno, ale i tak nikt mnie nie usłyszy. Naprawdę, jestem pod wpływem narkotyków w moim mieszkaniu na fotelu, gdzie nikt, ale to nikt mnie nie usłyszy. A już na pewno, nie usłyszy mojego wołania o pomoc, bo tym w istocie, jest moje postępowanie. Mam w sobie wiele dobra. Mógłbym pomagać. Widzę w oddali jakiegoś ptaka. Może sęp albo orzeł, lata na pustynią. To dobrze, że coś żywego odwiedziło mnie marzącego Draculę zamkniętego w swojej trumnie. Marzę. To i teraz nie ma miejsca, ale zawsze mogę wyobrazić sobie wiele innych rzeczy, miejsc, ludzi. Problem polega na tym, że to fałsz. Mam kilku znajomych, niewielu przyjaciół, i nikogo bliskiego. Przynajmniej tutaj. Zapalam L&M-a. Na znak protestu. Philip śmiałby się, ze mnie, bo wie, że nawet on jest nieprawdziwy, zupełnie jak świat, w którym się obracam.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 163

Notka techniczna. 2017-05-22

Biorę tydzień wolnego.Także do niedzieli.
Komentarze: 7  |  Odsłony: 319

Nigdzie nie pasuję. 2017-05-18

19 maja 2017

Tym razem jestem sam n pustyni. Nie ma Philipa. Nie ma Sammiego. Tylko ja i leżak i wchodzące słońce.

Nie wiem czy podołam temu wszystkiemu – myślę. Nie wiem czy uda mi się to wszystko okiełznać. Dlaczego to wszystko jest zawsze przeciwko mnie? Nawet mój własny wytwór wyobraźni. Czemu? Dlaczego? Jaki ma to sens? Czemu ten wewnętrzny głos przybliża mnie znów do życia bez używek? Wypijam jedną pięćdziesiątkę wódki. Moja kraina jest pusta. Bez królowej, bez przyjaciół. Sammy jest o krok o wykończenia się przy braniu. Philip nie jest tym czym w teorii miał być. Czemu te ampułki dziś nie smakują mi jak wcześniej? Sammy umrze i to wkrótce. Zostanę sam, bo każda kobieta, z którą się zetknę zostawi mnie dla człowieka z upranymi rzeczami, a nie starą koszulą flanelową i dresowymi spodniami. Życie przeżuło mnie już. Teraz czekam, aż jak mnie wypluje. Obawiam się tego. Obawiam się wielu rzeczy. Starości, której nie dożyję. Dzieci, których nie będę miał, bo albo zostawią mnie w domu starców, albo w domu bez klamek – bo w tamtą stronę centralnie zmierzam. Śmierć uśmiecha się do nas wszystkich – jak było w „Gladiatorze”. Nuta przygnębienia. Nuta zmartwienia. Nuta przemijania świata. Te wszystkie są w mojej głowie. Nie potrafię się bez nich obejść. Moje instrumenty badania świata gdzieś przepadły. Nie potrafię już się cieszyć. Nie potrafię już się bać. Normalny człowiek powiedziałby sobie, że to go zabija (prochy), i powinien przestać, a ja cały czas pcham ten głaz pod górę.

- Mam nadzieję, że to wszystko minie – połykam następną dawkę alkoholu, rozkoszując się smakiem i widokiem. Wypiłbym wszystkie alkohole świata, za uczucie stabilności i zrozumienia. Może wstąpię do sekty? Nie. Nie, pasowałbym. Zupełnie, jak do życia. – Cholera. Nigdzie nie pasuję.

Komentarze: 2  |  Odsłony: 223

Chwila relaxu. 2017-05-18

18 maja 2017

Budzę się rano. Patrzę za okno, słonko jeszcze nie daje rady, ale widać je już z daleka. Zapalam L&M-a. W kuchni zjadam resztki z golonki, którą przyniosła mi mama na urodziny. Nawet nie wiem ile lat skończyłem. Mówiła, że psiak się przystosował i już nie wyje tak jak wcześniej. A tak. Miałem kiedyś psa, ale z tego wszystkiego zapomniałem o nim. Matka wzięła go do siebie. Smutno mi. Niebo nie jest już tak niebieskie jak dawniej. A może przestałem je tak widzieć?

Idę na balkon. Patrzę na moje uschnięte w donicach kwiaty. – Kiedyś miałem siłę, aby je podlewać. – Nie jest mi wesoło. Nie chce mi się śpiewać. Nie chce mi się kompletnie nic. Jest wiele rzeczy na nie chcę. Ciekawe, co by było gdybym był rolnikiem. Śmierć głodowa. Śmierć od nielegalnych alkoholi. Raduje się serce i dusza. Nie wiem czemu, ale tak.

Rzucam doniczką w dół z balkonu. Roztrzaskuje się na dole. – Grawitacja w porządku – mówię. Cieszę się, że nikomu nic się nie stało. Wracam z kurzymi jajami na balkon i testuję szyby samochodów zaparkowanych przed blokiem. Bombardowanie uważam za udane, gdyż trafiłem dziesięć na dwanaście. Ktoś się wkurwił. Ktoś pokazał mi środkowy palec. Ktoś robił mi zdjęcia. Ktoś miał to całkowicie w poważaniu.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 78

Jedyny środek transportu. 2017-05-18

17 maja 2017

Budzę się widząc coś kolorowego. Przede mną jest kolorowy paw – i nie mam tu na myśli ptaka. Pani, która akurat przechodziła rzuciła mi gniewne spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Czuję się jak w potrzasku. Nie potrafię się ruszyć, żeby mnie nie mdliło. Wszystko mnie boli, i mam nieodparte wrażenie, że to nie ostatni paw. Powoli wstaję i przesiadam się na inne miejsce. Idę do innego wagonu. Pociąg stuka i puka, a ja myślę, że z tego mogę nie wyjść. Któregoś dnia mawiał Philip nie zdążysz uciec od swojej choroby i będzie szach mat. Obudzisz się z czymś co cię zabije. Ostatnio dużo mówi takich rzeczy. Mam wrażenie, że chyba się go pozbędę z mojej Nibylandii. Zapalam L&M-a. Jest lepiej. Organizm miał długą przerwę, ale teraz jest już dobrze. Uspokajam się w myślach.

Ktoś łapie mnie za ramię. To Sammy. Wygląda tak jak ja. Jak wymięta studolarówka.  – Się ma. Ci studenci medycyny potrafią się bawić, no nie?

- Nic nie pamiętam – mówię. – To chyba przez prochy – łapię się za głowę, jakby ból miał minąć, kiedy dotknę skroni. – Powiedz mi dlaczego jesteśmy w pociągu?

- Nic nie pamiętasz? – Sammy uśmiechnął się szelmowsko. – Stary, założyłeś się, że wypijesz dwanaście piw w pięć minut.

- I…?

- Nie wiem jakim cudem wypiłeś, ale wypiłeś. Poczęstuj mnie witaminami – ma na myśli papierosa. Daję mu otwartą paczkę. Podwinięty rękaw skrywa jeszcze jedną tajemnicę. Podciągam go wyżej. Widzę tatuaż – konkretnie chińskiego smoka, który oplata mi spory kawałek ręki.

- Kurwa.

- Dobrze, to ująłeś. Ale panna jakąś wyrwałeś była tak, zadowolona, że zrobiła sobie taki sam, razem z tobą.

- Jaka panna?

- A z resztą pobiłeś rektora uczelni, w której się uczy, bo też do niej startował. Na dodatek na imprezę przyjechała policja, bo robiłeś nielegalne wyścigi samochodowe.

- Jezu.

- Z tym ostatnim to, żartuję, ale reszta się zgadza. Rektor szuka cię po całej szkole, więc zapakowali cię w środek transportu jedyny, jaki uznali za bezpieczny, i oto jesteśmy.

Komentarze: 0  |  Odsłony: 67

Spotkanie. 2017-05-13

12 maja 2017

- Przez twoje grzyby mam trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów.

- I tak nie miałeś prawa jazdy, więc nie nudź.

- Cześć chłopaki – mówi jakaś farbowana blondyna, w bikini. Jej kształty są oszałamiające.

- Cześć Sandra. – Sammy macha dłonią na powitanie. Sammy urządził małą imprezkę, żeby skończyć z nałogami. Wiele osób przyszło, żeby to zobaczyć na własne oczy. Jak na razie łyka tabletki jak ktoś uzależniony. Zabawne, że tak myślę, ale Sammy strasznie się denerwuje.

Idę na razie do stolika z alkoholem. Piję drinka z pepsi. Sammy namówił jakąś pannę z domem i basenem, żeby zrobić tu imprezkę. Jest niesamowity jak chce. Łykam dziś dwie pierwsze zielone i popijam wódką. Mam nadzieję, że będę się bawił dobrze. Muzyka gra, ludzie albo piją albo tańczą. Jest jakieś trzydzieści osób. Na razie nikt nie puścił żadnego pawia do basenu, ani gdziekolwiek. Jest południe, a ja wstałem godzinę temu. Palę sobie L&M-a i sterczę w gajerze, który kupił mi ojciec na miarę. Mówił, że strój to podstawa. Jest słonecznie tylko czasem powieje jakiś silniejszy wiatr.

- Część Crow – odwracam się do znajomego głosu. Widzę Patti. Jest w swetrze i dżinsach. – Cześć – mówię nieśmiało. Trochę nie wiem, jak się zachować. Byliśmy razem dawniej, ale odeszła.  – Wyglądasz super – dodaję uśmiechając. – Dzięki. Słyszałam, że twoja luba cię opuściła. Czy to prawda?

- Wiesz jak jest. Wyjechała zagranicę, ale się trzymam.

- Chciałabym ci kogoś przedstawić – podchodzi do nas wysoki mężczyzna o wielkich barach, wyższy ode mnie o głowę. – To jest Robert. Mój chłopak. – Na ten tekst nie wiem, czy się cieszyć czy nie. Jestem ciekaw czy mnie nie pobije, czy tylko się przywita. Jednak mężczyzna wybiera do drugie. – Miło słyszeć, Patti. Dobrze, że kogoś masz. – Dziewczyna obejmuje swojego lubego i mówi, że chciała zaprosić mnie na ich ślub. Mówię, że przyjdę i cieszę się ich szczęściem – w końcu przestanie mnie szantażować i ułoży sobie życie z innym.

Komentarze: 2  |  Odsłony: 257

Strony: 5

1