niekochany

 
Rejestracja: 2008-10-29
"Kiedy następnym razem zaczepisz mnie choćby o milimetr pomyśl o dniach w których będę szukał spokoju"
Punkty151więcej
Następny poziom: 
Ilość potrzebnych punktów: 49
Ostatnia gra
Yatzy

Yatzy

Yatzy
1 rok 115 dni temu

(nie)kochane melodie


w nieśmiałym spojrzeniu
ukrywam resztki łez
nim wymkną się zauważone
zalepiając kąciki ust
tak bardzo dziś do dołu skierowane ...

jedno małe nieporozumienie...
jeden haust niemiarodajnego sprzeciwu
powoduje że szala przechyla się na stronę małej wojny
o której już nie pamiętaliśmy... 
do teraz...

...Nie zapominaj  o drzwiach w których klucz do mojego świata znalazłaś...


Poranny saxofon



Już nie umiem opierać się porannej kołysance
W której Twój zapach pieści moje zmysły
A niepokój palców zaplata na Twej szyi warkocze
Rozwarstwiając opór milionem pieszczot...

Rozepnij raz jeszcze delirkę powiek
Przekładając czas nieporadną extazą
Znajdźmy siebie w kursie kolizyjnym
Twojego uniesienia i mojej niedosłowności


"Gdy Twoje oczy płoną moje zniewolenie sięga zenitu"
(N) k


Świat Twoich wad




zimnego ostrza poranny dotyk
oczy schowane za powiekami
powielam słowa w głowie huczące
na Twoim ciele trzy nowe rany...

trzymam myślami dłoni Twej ciepło
wyczuwam pulsu nerwowe drżenie
mimo że teraz tak rozerwani
zanim pomyślisz będę u Ciebie


nie sztuką jest śpiewać gdy ma się dar ... sztuką jest latać ze złamanym skrzydłem...


Poranne fantazje

Stoję nad żelazkiem
Ubrań cała sterta
Pomięte... Zwichłane...
Na każdą z nich zerkam...

Deska uniesiona
Na wysokość biodra
Para bucha wszędzie
Zaraz będzie modła...

Zaprasuj też kanty
Krzyczy moja kuchni!!!
Ocieram potem z czoła
Nie wywołam kłótni!?

Każda rzecz z osobna
Przez palce dotknięta
Sterta rośnie w oczach
Niczym dywidenda...

Takie już jest życie
Przez związek spisane
Chciałem mieć kobietę!?
Dziś prasuje pranie...


Wykraczając ponad umiejętności budujemy nowych zbliżeń poranki...

N(k)


Korona wirus

Zjadłem śniadanie, boli mnie dupa,
Czuję po kiszkach że idzie kupa.
Jeszcze wytrzymam te kilka godzin,
Do sklepu nowy towar przychodzi.
   Byłem już rano na półkach zero,
   Ani ręczników ani papieru.
   Nawet chusteczki, wszystkie gazety,
   Wraz z podpaskami poszły niestety. 
Patrze na półki i tak wspominam,
Tu była Mola a tam Regina.
A mnie tak strasznie, brzuch pobolewa,
Tu jeszcze wczoraj leżała Mea.
   Jak mam do domu zrobić zakupy, 
   Kiedy papieru nie ma do dupy. 
   Rolka Velvetu leży na pralce, 
   A potem tylko zostają palce. 
Kolejka długa jak w PRLu, 
Jak w tamtych latach - Nie ma papieru, 
Ja stoję twardo cieknie mi z czoła, 
A tu mi dupa o pomstę woła, 
   Ludzie mnie cisną, ludzie mnie pchają, 
   Mówię Im ciągle, niech uważają. 
   Z tego wszystkiego nie wytrzymałem, 
   I nagle w sklepie ja sam zostałem. 
Dziś jestem Panem w swojej łazience, 
Papier do dupy trzymam już w ręce. 
Na pewno nigdy bym go nie dostał, 
Gdybym się w sklepie wtedy nie posrał...


Nie moje lecz warte uwagi :)) pozdrawiam autora